W jedynej dla Ciebie godzinie...

Coś o dobrej chrześcijańskiej śmierci:

Dziś sen był krótki, bo na długo przed świtem miałem telefon ze szpitala, jak często wezwanie na OIOM: Edmund ok 60 lat stan wydawał się stabilny - ale OIOM to nie przelewki więc wszystkie modlitwy jak w poważnym zagrożeniu życia: namaszczenie i odpust zupełny na godzinę śmierci.Później dzień poleciał dalej z intensywnością zajęć w międ zy czasie kolejne wezwanie aby kolejnemu człowiekowi pomóc spotkać się z Jezusem - tym razem stan był agonalny i to zaawansowany.Po posłudze w domu "spokojnej starości" znów telefon z OIOMu, żeby znów przyjechać, bo co prawda byłem - ale jednak Edmund będzie żegnał ten świat i mimo, iż był ksiądz to rodzina chce aby być na ten czas. Krótki powrót po odpowiednie księgi, tym razem z modlitwami wobec umierających, personel musiał jeszcze zrobić zabiegi proceduralne ale potem pozwolono nam (zjechała się cała rodzina) rozpocząć pożegnanie.

Popłynęły teksty - Ewangelia wg świętego Jana ("w domu Ojca mego jest mieszkań wiele"), długa litania do Wszystkich Świętych od Patriarchów poczynając, piękne modlitwy pożegnania zaczynając od "Duszo chrześcijańska, zejdź z tego świata w imię Boga Ojca wszechmogącego, który Cię stworzył..." i całe morze bogatych bibilijnie modlitw. Szczególnie urzekająca jest ta kiedy prosi się o pomoc w ostatnim zmaganiu odwołując się do licznych interwencji Boga w Starym Testamencie (Noe, Abraham, Hiob, Mojżesz, Daniel, trzej młodzieńcy, Zuzanna, Dawid) i Nowym (Piotr i Paweł).

W angielskiej wersji modlitwy przy konającym jest piękny gest - na sam koniec kreśli się znak krzyża na czole konającego - co ma przypomnieć ten pierwszy znak krzyża, który czynie się na głowie przy chrzcie, a więc dokonało się życie chrześcijanina.

Ale w tym wszystkim bardzo ważne jest to, dlaczego mnie wezwano. Ten człowiek już największe możliwe dobra otrzymał wczesnym rankiem. Jednak jak mi powiedziano, to był człowiek bardzo gorliwy w wierze (dlatego na pewno chciałby aby ksiądz był przy jego śmierci) a sama śmierć zupełnie nie spodziewana - jeszcze wczoraj był normalnie na Mszy Świętej - ostatniej liturgii po tej stronie nieba.

Piszę o tym, bo to bardzo piękna śmierć - pewnie z czasem w Irlandii będzie takich coraz mniej. Ale to pokolenie wiernych sług Pana, któremu pomagam przechodzić z tego świata sprawia, że czuję ogromny zaszczyt iż mogę im służyć. Obyśmy i my mieli nie mniej piękną śmierć, w otoczeniu modlących się członków Kościoła, zaopatrzeni wszelkimi dobrami jakie nasza dobra Matka Kościół daje nam na ostatnią drogę w objęcia Jezusa...

A do refleksji utwór "Mocnych w Duchu" - towarzyszy mi od początku drogi mojej wiary. Nie miał bym nic przeciwko jakby na moim pogrzebie to zaśpiewano - zaraz po uroczystym hymnie Salve Regina...:)"

← Wróć do biblioteki