The Rite - Rytuał - recenzja
Temat posługi egzorcysty powraca podczas mojego pobytu w Zielonce bardzo często a związane jest to z posługą jednego z księży przebywających na terenie parafii, który ma właśnie takie zadanie. Dobrze więc się złożyło, że na końcówce mojej posługi tutaj, w kinach pojawił się film "The Rite" - Rytuał.
Temat posługi egzorcysty powraca podczas mojego pobytu w Zielonce bardzo często a związane jest to z posługą jednego z księży przebywających na terenie parafii, który ma właśnie takie zadanie.
Dobrze więc się złożyło, że na końcówce mojej posługi tutaj, w kinach pojawił się film "The Rite" - Rytuał, samo tłumaczenie jest nieco niefortunne (który to już zresztą w raz w historii polskich dystrybucji?). Powinno się go przetłumaczyć bardzo dosłownie, jako Ryt. Rytuał bowiem to nazwa książki a Ryt to formuła liturgiczna według której sprawuje się obrzęd. W tym wypadku obrzęd egzorcyzmu.
Fabuła filmu opowiada o młodym kandydacie do kapłaństwa (diakonie dokładniej ;) ) , który mając wątpliwości w wierze i powołaniu zostaje wysłany do Rzymu na 2 miesięczny kurs przygotowujący do posługi egzorcysty. Sceptyczny wokół samej idei istnienia diabła i jego realnej ingerencji w życie człowieka, zostaje skontaktowany z egzorcystą weteranem, który od lat posługuje "w temacie". Nie będę zdradzał całej fabuły - aby nie odbierać przyjemności tym, którzy się wybiorą na film.
Warto dodać, że film jest oparty na faktach. Zainspirowany historią opisaną w książce "The Making of a Modern Exorcist", która opowiada realną historią księdza z USA który wysłany zostaje do Rzymu aby w na uniwersytecie Regina Apostolorum przeżyć taki kurs, będąc sceptyczny wobec faktów opętania i zniewolenia mocą złego ducha ostatecznie (stając się uczniem również jednego z włoskich egzorcystów) wraca do USA jako egzorcysta i posługuje tam do dziś. Historię tę spisał jeden z amerykańskich dziennikarzy a sam główny bohater po jej publikacji wysłał egzemplarz tej książki do każdego seminarium duchownego w USA, wskazując jak bardzo potrzebne jest formowanie kapłanów także to tej posługi.
Sam film nie epatuje "efektami" - dużo mniej niż Egzorcyzmy Emily Rose (choć część osób produkująca Emily pracowała i tu). Jak mówi sam Antony Hopkins, jeden z głównych aktorów, intencją filmu jest otwarcie debaty o istnieniu szatana, który w naszej kulturze został zmitologizowany i zbanalizowany - sprowadzony do wytworu ludzkiego umysłu.
Film ma parę niedociągnięć natury kościelnej, które duchowny widzi gołym okiem ;) Ale sam proces poszukiwania sensu i wiary w rzeczywistość osobowego zła jest ukazany dość dobrze. Zresztą możecie zobaczyć sami. Intencje filmu są jak najbardziej poważne, gdyż mottem otwierającym go są słowa Jana Pawła II, że walka z duchami piekielnymi trwa także i obecnie i prowadzona jest pod wodzą św. Michała Archanioła.
Jeśli film skłoni ludzi do refleksji nad tematem, to dobrze. A jak kogoś doprowadzi do wiary w realną obecność szatana, to już spełni swoją rolę, bo jak mówi jeden z dialogów w filmie "To że nie wierzysz w istnienie diabła, jeszcze nie uchroni Cię przed nim".
A może po oglądnięciu filmu nie będziesz już taki/a skory/a bawić się ze wszystkimi w Halloween, nosić pierścień Atlantów, czy kupować sobie laleczkę voodoo dla zabawy (ostatni hit w sklepach)...?
Zakończmy zawołaniem na jakie przystało w takiej sytuacji:
Quis ut Deus!
Zdjęcia pochodzą z oficjalnego trailera filmu.